Stolik ze starych belek. DIY

Stolik ze starych belek.

Już długo w moim ogrodzie leżały końcówki więźby dachowej, którą dostałem dawno temu z tartaku. Dla nich to był odpad a ja pomyślałem że coś z nich kiedyś zrobię. No i się doczekały. Chociaż mało by brakło a skończyły by na ognisku;)

Postanowiłem że zrobię to najprościej jak się da. Nie podam wam dokładnej instrukcji a pewien schemat działania. Najpierw blat. Kawałki pociąłem na klocki 10cm, bo taka wysokość pozwoliła na wycięcie 9 sztuk.  Poza tym 10cm grubość to całkiem przyzwoicie jak na stolik. Do połączenia użyłem kleju do drewna o klasie D3 (Soudal, Pattex czy Tittebond zrobi robotę), tylko nie wikol!!! Ułożone wszystko w pionie i ściśnięte razem za pomocą paska z dwoma pętlami i jednego ścisku. Można też użyć pasów transportowych z klamrą zaciskową.

No i najprzyjemniejsza część roboty czyli szlifowanie… żartuje oczywiście bo to etap najbardziej monotonny ale też jak najbardziej niezbędny. Zaczynamy od gradacji 80 potem 150 i na koniec 240. I mamy pięknie prezentujące się słoje drewna. Ponieważ bardzo chciałem żeby po lakierowaniu nie zniknęła szara patynka na brzegu to zrobiłem whitewasha a w zasadzie greywasha:) Generalnie jest to technika malowania albo bardziej brudzenia. Białą akrylową farbę rozcieńczamy wodą w stosunku 2:1 (woda:farba) i dodajemy kilka kropel czarnego pigmentu. Jedną ręką malujemy a drugą zmywamy mokrą gąbką. Teraz nawet po położeniu bezbarwnego lakieru, który zawsze trochę zażółca, boczki zostaną „w klimacie”. Jak już farba wyschnie można krawędzie i załamania poprzecierać papierem ściernym.

Przyszedł czas na nogi.

Tu wielkiej filozofii nie było. Dwu metrowy kątownik pociąłem na cztery 48cm kawałki, niedbale oczyściłem i ponacinałem końcówki. Otwory wywiercone niesymetrycznie żeby śruby się nie skrzyżowały przy wkręcaniu. Śruby musiałem kupić nowe i nie pasowały mi do całej koncepcji więc je trochę podrasowałem. 10 minut gotowania w odrobinie wody z dwoma łyżeczkami kwasku cytrynowego załatwiło sprawę:)

Zostało to wszystko poskręcać i tu z pomocą przyszedł mój czteroletni syn. Każdą nogę spasowaliśmy osobno, oznaczyliśmy a na koniec jedną musieliśmy dociąć żeby się stolik nie bujał.

A gotowy prezentuje się tak:

Podoba się? Może coś byście zrobili inaczej? Chętnie poznam wasze zdanie, piszcie w komentarzach:)